Pod koniec lat 70. zachodni biznes przeżywał trudne chwile. Kryzys naftowy boleśnie uderzył w ekstensywne i energochłonne gałęzie przemysłu. Na przykład Ford poniósł wielomiliardowe straty, a Chrysler znalazł się na skraju bankructwa i był zmuszony prosić rząd o pomoc.
W poszukiwaniu wyjścia z tej sytuacji menedżerowie zwrócili wzrok na Wschód, gdzie japońskie firmy odnosiły imponujące sukcesy. Ich sekretem okazał się specjalny system zarządzania, skoncentrowany na jakości, statystycznej kontroli procesów i całkowitym zaangażowaniu pracowników. W 1986 roku przedsiębiorca Masaaki Imai podsumował to doświadczenie w książce, która spopularyzowała termin „kaizen”, co w tłumaczeniu z japońskiego oznacza „ciągłą zmianę”. Kaizen to nie tylko metoda, ale cała filozofia mająca na celu ciągłe doskonalenie procesów biznesowych poprzez wiele drobnych, stopniowych ulepszeń.
Logiczne jest, że rosyjskie kierownictwo również zainteresowało się tym podejściem. Kaizen dotarł do Rosji w formie koncepcji „odchudzonej produkcji”, kładąc nacisk na eliminację strat, zwiększenie efektywności i ciągłe, drobne ulepszenia. Pionierami zostali tacy giganci przemysłowi jak PAO Kamaz i PAO GAZ. Z czasem system ten przejęły również firmy eksploatujące niebezpieczne obiekty produkcyjne, takie jak PAO Gazprom, PAO Transnieft, PAO Łukoil czy PAO Siewierstal, tworząc wewnętrzne „fabryki pomysłów” i systemy wniosków racjonalizatorskich.
Jednak ten, wydawałoby się, bezbłędny system ma fundamentalne ograniczenie w dziedzinie bezpieczeństwa przemysłowego, a mianowicie Ustawę Federalną z dnia 21.07.1997 r. nr 116-FZ „O bezpieczeństwie przemysłowym niebezpiecznych obiektów produkcyjnych”. Ustanawia ona obowiązkowe wymagania zarówno dla samych niebezpiecznych obiektów produkcyjnych, jak i dla urządzeń technicznych stosowanych w takich obiektach, a także formy oceny ich zgodności z tymi wymaganiami. Wymagania te w rzeczywistości wykluczają możliwość wprowadzania jakichkolwiek zmian przez organizację eksploatującą.
Mimo to w wielu przedsiębiorstwach często wprowadza się zmiany pod pozorem działalności racjonalizatorskiej i wynalazczej. Istnieje niebezpieczne błędne przekonanie, że rejestracja wniosku w Rospatencie legalizuje takie zmiany. Tak jednak nie jest. Należy zrozumieć: patent to dokument potwierdzający autorstwo i dający wyłączne prawo do korzystania z wynalazku. Nie czyni on jednak z ciebie producenta jakiegokolwiek urządzenia, nie daje prawa do wprowadzania zmian w konstrukcji pojedynczej jednostki sprzętu ani całego niebezpiecznego obiektu produkcyjnego. Każda taka zmiana, nawet opatentowana, jest bezpośrednim naruszeniem prawa.
Pomijając aspekt prawny, pojawia się inny problem – profanacja samej idei. System zachęt materialnych, w którym premie zależą od liczby zgłoszonych pomysłów lub wielkości przewidywanych oszczędności, często prowadzi do napływu formalnych propozycji, które nie niosą ze sobą rzeczywistej wartości. Nawet propozycje mające na celu poprawę bezpieczeństwa mogą być dyskusyjne. Często neutralizują one jedno ryzyko, podczas gdy nie przeprowadza się oceny nowych ryzyk, które potencjalnie mogą powstać w wyniku wdrożenia tych propozycji.
Kierownictwo może podążać za modnymi trendami i gonić za efektywnością. Jednak bezpieczeństwo przemysłowe to nie gra w „ciągłe ulepszenia”. To strefa ścisłej odpowiedzialności, w której każda zmiana musi być nie tylko „dobrym pomysłem”, ale dokładnie przemyślanym i zgodnym z prawem rozwiązaniem.