Kilka lat temu mój brat zatrudnił się w kopalni jako górnik pod ziemią na oddziale wydobywczym. Było to jego pierwsze doświadczenie w pracy w kopalni, gdzie występuje wiele zagrożeń - metan, pył, zawały, porażenie prądem elektrycznym, strefy niebezpieczne pracujących (ruchomych) maszyn i urządzeń, niebezpieczne działania współpracowników i wiele innych. W tym czasie pracowałem w tej kopalni jako Zastępca Głównego Inżyniera ds. HSE od ponad 2 lat, a ogólnie moje doświadczenie w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz bezpieczeństwa przemysłowego wynosiło ponad 7 lat. W tamtym czasie od roku prowadziłem już w kopalni szkolenia z zakresu oceny ryzyka i metod jego zapobiegania. Biorąc pod uwagę odpowiedzialność za brata i jego skłonność do ryzyka, w ciągu pierwszego roku pracy przydzielono mu kilka takich kursów. Kilka lat zaciekłego oporu i w końcu osiągnęliśmy rezultat – mój brat ocenia ryzyko w kopalni, zapina pasy bezpieczeństwa w samochodzie, trzyma się poręczy podczas wchodzenia i schodzenia po schodach oraz nie przechodzi obojętnie obok innych naruszeń.
Dużo mówimy o bezpieczeństwie w zakładzie pracy i być może dzięki temu w życiu codziennym ludzie, którzy pracują w naszych firmach, często myślą o bezpieczeństwie swojej rodziny i osób z otoczenia. Staje się to stylem życia.
Chciałbym przytoczyć przykład, który przydarzył się mojemu bratu, byłemu górnikowi dołowemu, który doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożeń w kopalni i w życiu.
Tydzień temu jechał samochodem osobowym trasą Kemerowo-Nowokuźnieck i zwrócił uwagę na dziwnie poruszającego się KAMAZ-a, który jechał przed nim. Ciężarówka co rusz zjeżdżała na przeciwległy pas ruchu, to zwalniając, to znów przyspieszając. Znając całą teorię oceny ryzyka i wykazując się odpowiedzialnością, brat za pomocą sygnałów dźwiękowych i świetlnych ostrzegał innych uczestników ruchu o niebezpieczeństwie i ostatecznie zatrzymał KAMAZ-a. Miał rację – kierowca okazał się pijany i z trudem mówił. Brat zgasił silnik ciężarówki, zabrał kluczyki i zadzwonił pod numer 112. Ponad dwie godziny czekał na przyjazd policji drogowej, znosząc agresję i wulgaryzmy ze strony pijanego kierowcy. Brak obojętności i szybkość podejmowania decyzji doprowadziły do pomyślnego zakończenia, a przecież bierność mogła doprowadzić do nieodwracalnych skutków.