Szczerze mówiąc, sąsiedztwo dużego zakładu hodowlanego rzadko kogo cieszy. I nie mówię tu tylko o obiektach zajmujących się hodowlą zwierząt. Nawet zapach z zakładów mięsnych, gdzie odbywa się ubój i głębokie przetwórstwo mięsa na delikatesy, zaczyna bardzo szybko irytować. Wyobraźcie sobie, że codziennie czujecie zapach wędzonej kiełbasy i mięsnych specjałów. Ani się obejrzycie, a zostaniecie wegetarianami. Nie wspominając już o zapachu obornika i pomiotu. Tego nie da się znieść, zwłaszcza jeśli dzieje się to w waszym domu.
Od razu powiem: problem jest do rozwiązania, ale nie ma na to magicznej pigułki. Nie da się nacisnąć jednego przycisku i zapomnieć o nieprzyjemnych zapachach.
Rozważmy algorytm działania na przykładzie fermy trzody chlewnej.
W zakładzie istnieje kilka źródeł nieprzyjemnych zapachów:
Systemy wentylacji ferm. Utrzymując mikroklimat w miejscach przebywania zwierząt, emitują one do atmosfery duże ilości substancji złowonnych.
Miejsca gromadzenia, przechowywania i przetwarzania obornika. Mogą to być laguny, zbiorniki, płyty kompostowe i tak dalej.
Grunty rolne, na które wywożony jest obornik.
Dla każdego źródła zapachu należy opracować indywidualne podejście. Inaczej się nie da — jak to mówią, sprawdzone w praktyce.
Fermy. Opcji jest kilka. Stosowanie biopreparatów w sektorach, obróbka chemicznymi neutralizatorami zapachów również w sektorach (od razu ostrzegam: proces doboru jest trudny i długotrwały. Niestety, 90% oferowanych rozwiązań w ogóle nie działa), stosowanie dodatków paszowych regulujących prawidłowe trawienie u zwierząt (tu mamy zysk — mniej zapachów i większe przyrosty wagi. Kto zna temat, ten się zdziwi i zainteresuje), deflektory na kominy wyciągowe systemów mikroklimatu zapobiegające tworzeniu się wysokiej smugi zapachowej, która wieczorem wraz ze spadkiem temperatury z pewnością opadnie na ziemię, oraz system neutralizacji zapachów na granicy terenu produkcyjnego. (Bez urazy, ale po prostu nie mogę wymieniać marek, brandów i producentów — to byłaby reklama. Chętnie podzielę się informacjami osobiście.)
Miejsca gromadzenia, przechowywania i przetwarzania obornika. Gnojowica przez długi czas poddawana jest różnym metodom obróbki i przetwarzania, a jeśli odbywa się to w sposób otwarty, to latem, pod wpływem ciepła, zaczyna parować i śmierdzieć. Tutaj polecałbym stosowanie sprawdzonych biopreparatów. Najlepiej znaleźć specjalistów gotowych popracować z waszym materiałem, wyselekcjonować rodzime szczepy odpowiednich bakterii, namnożyć je i aplikować. To przyniesie najlepszy efekt. Bardzo dobrze pomaga napowietrzanie — przyspiesza proces uwalniania substancji zapachowych z objętości. Ale można to robić tylko zimą — tylko dlatego, że zimą zapachy rozprzestrzeniają się znacznie gorzej i jest mniejsze prawdopodobieństwo, że komuś będzie to przeszkadzać.
Grunty rolne, na które wywożony jest obornik. Tutaj rozwiązanie jest jedno: wszystko do gleby, jak najszybciej i w rozsądnych ilościach. Przygotowujemy glebę poprzez orkę lub talerzowanie i przeprowadzamy doglebową aplikację, po czym obowiązkowo kilka razy przechodzimy broną lub broną talerzową, aby przykryć glebę i zapobiec utracie wilgoci oraz powstawaniu zapachu. Jeśli aplikowana jest frakcja stała, dajcie sobie maksymalnie trzy dni na jej przyoranie. Im więcej razy uprawicie glebę i im lepiej wymieszacie ją z obornikiem, tym mniej będzie zapachów.
To w zasadzie cały zestaw standardowych rozwiązań, które zostały dopracowane i sprawdzone w naszych zakładach. Nie jest to tania sprawa. Ale w każdej działalności trzeba znaleźć równowagę między biznesem a interesami mieszkańców. A mieszkańcami, nawiasem mówiąc, jesteśmy my i nasi pracownicy.