Jeszcze podczas pracy w Rosatomie, na jednym ze spotkań z dyrektorem generalnym naszego przedsiębiorstwa po sesji strategicznej najwyższej kadry kierowniczej państwowej korporacji, usłyszałem nową dla mnie myśl – „w tym roku uratowaliśmy życie tylu a tylu naszym, już byłym, pracownikom”. Oczywiście takie postawienie sprawy wywołuje nieme pytania. Jakim cudem to się stało? To bardzo proste. Zostali zwolnieni za systematyczne naruszanie wymogów bezpieczeństwa. Wiele lat później nadal pamiętam to zdanie, a teraz, pracując w Sibagro i kierując działem bezpieczeństwa technosfery, rozumiem wartość tej myśli.
W języku rosyjskim istnieje wiele przysłów pasujących do różnych sytuacji życiowych. To dziedzictwo naszych przodków. Skoncentrowana mądrość w krótkich zdaniach.
Mądry uczy się na cudzych błędach, a głupi na swoich.
Trzy razy odmierz, raz utnij.
W rękach była zapałka, a spłonęła cała chata.
Gaś iskrę przed pożarem, zapobiegaj nieszczęściu przed ciosem.
Nie znasz brodu, nie pchaj się do wody.
Strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Strzeż się biedy, póki jej nie ma.
Na Boga licz, ale ręce przyłóż.
I z małej ostrożności płynie wielki ratunek.
I wiele, wiele innych.
Każde z przytoczonych zdań w teorii mówi o tym, że należy rozumieć, co się robi w swojej działalności produkcyjnej, zaplanować, przewidzieć rozwój wydarzeń, zabezpieczyć się, sprawdzić wszystko kilka razy, a następnie bez pośpiechu przystąpić do pracy. Jednak, jak to bywa w praktyce, wszystko wygląda inaczej. Człowiek z natury ma skłonność do ewolucji. Stale wymyśla nowe podejścia, nowe udogodnienia. Ale ewolucja to bezlitosny przejaw doboru naturalnego. Pracownicy, pod wpływem własnych wewnętrznych impulsów i motywów, nieustannie próbują uprościć zasady i wymogi bezpieczeństwa, aby pracować szybciej. Od takich myśli zaczynają się wielkie nieszczęścia.
Niestety, każde tragiczne wydarzenie to często nie jest pojedyncze naruszenie wymogów bezpieczeństwa. Z reguły jest to splot odstępstw, zaniedbań lub braku czasu. Każdy incydent to ciąg zdarzeń, niezależnie od tego, czy jest to wypadek, awaria, wybuch, zanieczyszczenie środowiska czy pożar.
Przykład. Samochód uległ wypadkowi. Kierowca zignorował drobną usterkę. Mechanik rano nie miał do tego głowy, źle się czuł, bo się nie wysypia, pracując za dwóch. Kierownik kolumny myślał, że wszyscy wszystko wiedzą i rozumieją konsekwencje, dlatego od dawna nie wnika w te kwestie (przecież dla wszystkich to oczywiste i zrozumiałe). Jest zajęty przygotowaniami do przyjazdu ważnego dyrektora ze spółki zarządzającej. Kierownik działu transportu samochodowego słucha raportów podwładnych jednym uchem, ponieważ ma na głowie budżet i problemy domowe z dziećmi. Zbliża się lato, a on musi jakoś rozwiązać kwestię ich wyjazdów na kolonie.
Gdyby chociaż na jednym etapie uczestnik tego procesu należycie wykonał swoje obowiązki, wypadku można by było uniknąć.
Jedni łamią zasady nieświadomie. Albo z nieznajomości wymogów, albo z niezrozumienia ich istoty. Inni natomiast naruszają je, ponieważ z zasady nie chcą ich przestrzegać. Konsekwencje są najczęściej fatalne. To jak na drodze. Jeden głupiec pędzi z prędkością ponaddźwiękową, a drugi jedzie zgodnie z przepisami. W przypadku pierwszego kierowcy to jego wybór i decyzja, a dla drugiego – smutny zbieg okoliczności.
Właśnie dlatego jestem szczerze przekonany, że dla pracowników, którzy nie potrafią lub nie chcą włączyć się w nurt bezpiecznego zachowania i przeniknąć kulturą bezpieczeństwa, pracodawca może mieć tylko jedną propozycję – zwolnienie. Należy ocalić życie pracownika, eliminując jego kontakt z czynnikami ryzyka zawodowego. Warto również zaznaczyć, że zwalniając takich pracowników, dbamy nie tylko o nich, ale także o ich współpracowników, którzy mogliby znaleźć się w niewłaściwym miejscu i czasie.
Życzę wszystkim bezpiecznej pracy.