Jak myślisz, czym różni się kultura bezpieczeństwa w firmach krajowych od zagranicznych? I czy w ogóle istnieje jakaś różnica?
Dzielę się swoimi przemyśleniami na temat podejścia rosyjskich firm przemysłowych do kultury bezpieczeństwa w miejscu pracy oraz kultury bezpieczeństwa w firmach zagranicznych.
Przez ostatnie pięć lat często słyszymy, że należy rozwijać kulturę bezpieczeństwa wśród pracowników, przeprowadzać różne szkolenia, warsztaty, zwracać większą uwagę na ocenę ryzyka, wdrażać programy korporacyjne „Zarządzane zero” itp.
Oczywiście wszystkie te działania są ważne i należy je opracowywać oraz wdrażać. Jednak głównym problemem w rozwoju kultury bezpieczeństwa i stosunku do niej wśród najwyższej kadry kierowniczej dużych firm jest niska wartość ludzkiego życia. Na poziomie państwowym wartość życia ludzkiego w zakładach pracy wynosi zaledwie 2 000 000 rubli.
W rosyjskich firmach stosunek najwyższego kierownictwa do kwestii zapewnienia bezpieczeństwa i rozwoju kultury bezpieczeństwa jest w dużej mierze formalny: „trzeba to robić, bo tak wymagają przepisy” i ponieważ istnieją różne rodzaje odpowiedzialności za nieprzestrzeganie wymogów HSE oraz za dopuszczenie do wypadków o różnym stopniu ciężkości.
Oczywiście nie należy wrzucać wszystkich menedżerów do jednego worka – istnieje niewielki odsetek tych, którzy są naprawdę zaangażowani w ideę bezpieczeństwa i własnym przykładem pokazują oraz zaszczepiają kulturę bezpieczeństwa wśród podwładnych. Osiągnięcie zerowego wskaźnika wypadkowości (lekkie i ciężkie wypadki przy pracy) w rosyjskich firmach utrudnia właśnie podejście do kwestii bezpieczeństwa. Dopóki najwyższe kierownictwo firmy ustala cel dla wskaźnika wypadkowości LTIFR nie na poziomie 0, ale wyżej – na przykład 0,45 lub nawet więcej, tym samym programując siebie i swoich pracowników, że 4 – 6 ciężkich wypadków w firmie to „norma” w skali roku, osiągnięcie rzeczywistego zerowego poziomu wypadkowości jest niemożliwe. Będą „buksować” w miejscu i nieustannie zajmować się badaniem wypadków.
Przerażające jest to, że dla niektórych dużych firm przemysłowych utrata 4 – 5 osób w zakładzie rocznie to norma. Z takim podejściem i tak przerażającymi celami osiągnięcie wskaźnika zerowej wypadkowości będzie niemożliwe.
Pojawia się zatem logiczne pytanie: jak zmienić stosunek najwyższego kierownictwa przedsiębiorstw przemysłowych do kwestii bezpieczeństwa? Myślę, że przy wyznaczaniu kolejnych dopuszczalnych celów dla LTIFR powyżej zera należy zadać pytanie: „Jak zareagujesz, jeśli wśród osób, które jesteś gotów stracić w ciągu roku w swoich zakładach, znajdzie się ktoś z twoich bliskich?”. Po takich pytaniach ludzie często zmieniają zdanie i zaczynają myśleć inaczej, odpowiadając już, że wskaźnik częstotliwości wypadków powinien wynosić absolutne zero.
Dlaczego u ludzi tak silnie rozwinięte jest poczucie obojętności? Odpowiedź jest prosta: obojętność utrzymuje się dopóty, dopóki dany problem nie dotyczy ich osobiście. Gdy tylko zaczną projektować negatywny rozwój wydarzeń na siebie lub swoich bliskich, ich stosunek natychmiast ulega zmianie. Dlaczego więc musimy przekazywać wszystko menedżerom i najwyższemu kierownictwu przez pryzmat strachu? Znacznie łatwiej jest od samego początku ustalić w firmie priorytet, jakim jest zachowanie życia i zdrowia personelu jako cel nadrzędny.
Teraz opiszę, jak pracownicy i najwyższe kierownictwo w firmach zagranicznych podchodzą do kwestii bezpieczeństwa oraz ochrony życia i zdrowia ludzi. W swoim czasie miałem okazję współpracować z firmami z Włoch, Turcji i Anglii, i na własne oczy obserwowałem działania ich menedżerów oraz pracowników. Najważniejszą różnicą między firmami zagranicznymi a rosyjskimi w kwestiach zapewnienia bezpieczeństwa jest to, że stawiają one na pierwszym miejscu ludzkie życie, a nie zysk. Dla nich człowiek jest cenniejszy i droższy niż wytwarzane produkty czy sprzęt.
Przywiązują dużą wagę do rozwoju personelu, opracowują techniczne systemy bezpieczeństwa, tworzą takie warunki pracy, które po prostu nie pozwalają na odniesienie obrażeń, i zaszczepiają kulturę bezpiecznej pracy. Każdy z pracowników może zwrócić uwagę lub zatrzymać wykonywanie pracy, jeśli występują niebezpieczne działania ze strony współpracowników lub niebezpieczne warunki. Jest to uważane za normę – dziękuje się za to, a nie karze.
U nich wszyscy są równi, jeśli chodzi o bezpieczeństwo: nie ma znaczenia, czy jest to menedżer najwyższego szczebla, czy szeregowy pracownik.
Wniosek: dopóki wyznaczamy cel dotyczący liczby pracowników, których można „stracić” w ciągu roku i uważa się to za dopuszczalną normę, nie osiągniemy wskaźnika zerowej wypadkowości. Należy radykalnie zmienić podejście do oceny wartości ludzkiego życia w warunkach pracy w przedsiębiorstwach przemysłowych i wszelkich innych.
Podsumowując – co jest dla Ciebie cenniejsze: ludzkie życie czy zysk materialny firmy?