Często słyszy się stwierdzenia, że wykonawca w zakładzie to katastrofa... Od czego zacząć, aby wykonawca stał się wiarygodnym partnerem? To pytanie wielokrotnie zadawali pracownicy służb HSE, analizując wszelkie możliwe środki oddziaływania.
Dla naszego przedsiębiorstwa kluczowe stały się kryteria zawarte w dokumencie WANO "Cele wydajnościowe i kryteria ich realizacji (PO&C)", który jest standardem bezpieczeństwa podczas eksploatacji elektrowni jądrowych.
Istota relacji z wykonawcą została ujęta następująco: "...personel delegowany musi przestrzegać takich samych (lub równoważnych) standardów bezpieczeństwa pracy i HSE, jak personel stacji..." oraz że kontrakty serwisowe powinny zawierać wymogi dotyczące zapewnienia bezpiecznego wykonywania prac.
Kierując się tymi kryteriami, podjęliśmy decyzję o informowaniu wszystkich potencjalnych wykonawców o warunkach realizacji prac oraz podstawowych wymogach dotyczących zachowania i przestrzegania zasad już na etapie przetargu, włączając te wymagania do specyfikacji technicznych i dokumentacji zakupowej.
Na pierwszy rzut oka wydawało się, że wszystko to istniało już wcześniej, ale tylko w ogólnych sformułowaniach. Teraz w zaktualizowanych specyfikacjach technicznych pojawiła się sekcja dotycząca ryzyk w miejscach wykonywania prac oraz środków ich kontroli, a także wykaz dokumentów, których wymagania są obowiązkowe do przestrzegania podczas przebywania na terenie zakładu.
To bardzo ważny moment, ponieważ praca, która dla profesjonalistów nie jest skomplikowana, w trudnych warunkach – na przykład w ograniczonej przestrzeni, w atmosferze gazowej, w zbiornikach lub na wysokości – może wymagać całego kompleksu środków zapewniających bezpieczeństwo, a także szeregu dodatkowych wymagań dotyczących kwalifikacji personelu i jego stanu zdrowia.
Ponieważ personel delegowany odwiedza różne zakłady, oczywiste jest, że obowiązujące wymagania mogą nie być mu znane. Oznacza to, że adaptacja będzie wymagała dodatkowego czasu. Aby uniknąć tych ryzyk, do zaktualizowanych specyfikacji technicznych dołączono do zapoznania się i przeanalizowania główne dokumenty dotyczące zasad zachowania i bezpieczeństwa.
Wydawałoby się, że przewidziano wszystko i uprzedzono o wszystkich niuansach, ale obserwacje wykazały: personel delegowany, tak jak wcześniej, przychodzi zupełnie nie rozumiejąc, gdzie się znajduje, co wolno, a czego nie. Wtedy spróbowaliśmy testować wykonawców ze znajomości tych wymagań przed dopuszczeniem na teren zakładu, bezpośrednio po przeprowadzeniu instruktażu wstępnego.
Wyniki nie spełniły naszych oczekiwań, poziom wiedzy był niedopuszczalnie niski, mniej niż 40% poprawnych odpowiedzi w teście. Dlatego część pracowników wracała do analizy dokumentów i nie była dopuszczana do wykonywania prac. Jednak to właśnie to działanie skłoniło ich do zapoznania się i przestudiowania podstawowych zasad zachowania i bezpieczeństwa podczas pracy w naszym zakładzie.
Obecnie taka forma kontroli przyjęła się, nie budzi zdziwienia i zmusza wykonawców do wcześniejszego przeanalizowania i zapoznania się z naszymi głównymi dokumentami.
W rezultacie: poziom wiedzy osiągnął poziom naszych wymagań: ponad 90%.
Myślę, że na takich rozwiązaniach zyskują wszyscy: zleceniodawca ma kompetentnych, świadomych pracowników, a wykonawca unika strat czasu na adaptację personelu.
Ciąg dalszy nastąpi…