Dzień dobry, nazywam się Roman Portniagin i jestem trenerem kultury bezpieczeństwa HSE w firmie Norilsk Nickel.
Czy słyszeli Państwo o narzędziu „Dynamiczna Ocena Ryzyka”? Jestem pewien, że tak. W różnych firmach narzędzie to jest prezentowane w różny sposób, ale jego cel jest jeden – nauczyć się zarządzać ryzykiem, aby unikać negatywnych konsekwencji.
„DOR” trafił do nas z produkcji, ponieważ pojawiła się potrzeba elastycznego i adaptacyjnego podejścia w szybko zmieniającym się środowisku. Ale myślę, że i tak o tym wiecie. Mimo że narzędzie to służy pracownikowi na produkcji do wyeliminowania lub przynajmniej zminimalizowania prawdopodobieństwa wystąpienia negatywnych skutków dla życia lub zdrowia, w informacjach zwrotnych często słyszę: „Jeśli będę go używać, nie będę miał czasu na pracę!”.
Dzisiaj proponuję spojrzeć na narzędzie zapewniające bezpieczeństwo HSE z perspektywy codziennej czynności większości z nas.
Czy potrafią Państwo przypomnieć sobie, w którym momencie życia zaczęliście rozumieć, jak przechodzić przez jezdnię, aby nie potrącił was samochód? Pozwolę sobie zgadnąć: niektórzy przypomnieli sobie teraz swoich rodziców, inni wychowawców, a jeszcze inni, tak jak ja, przypomnieli sobie, jak rysowali w szkole schemat „Moja droga z domu do szkoły” z zaznaczeniem niebezpiecznych miejsc i dyskusją pod tytułem „Co może pójść nie tak?” na tym odcinku drogi. Chodzi o to, że nie urodziliśmy się z wiedzą ani umiejętnością, że jakiś metalowy wóz na gumowych kołach może nam wyrządzić krzywdę, podobnie jak nie urodziliśmy się z wiedzą, a tym bardziej umiejętnością oceny ryzyka podczas przechodzenia przez ulicę.
A teraz chciałbym zapytać: kto pamięta, ile czynników otoczenia oceniacie, gdy zamierzacie przejść przez drogę? Prędkość samochodów, szerokość jezdni, kałużę pod stopami, drzewa zasłaniające widok, obecność najbliższego przejścia dla pieszych, rodzaj pojazdu, dostawcę jedzenia na hulajnodze elektrycznej? To tylko niektóre z nich.
Dlaczego ocena ryzyka przy przechodzeniu przez drogę odbywa się tak szybko, w ułamku sekundy, a przy tym nie korzystamy z listy kontrolnej z wykazem wszystkich zagrożeń i ryzyk?
Chodzi o to, że w tym przypadku „DOR” z wiedzy przekształcił się w umiejętność. Tutaj niechęć do utraty tego, co najważniejsze – a to właśnie te konsekwencje pojawiają się w głowie na myśl: „A co, jeśli potrąci mnie samochód” – zmotywowała nas do stałej oceny ryzyka i skutków.
Zatem „DOR” w pracy musi stać się nawykiem; aby tak się stało, konieczne jest ciągłe trenowanie. A co może motywować pracownika do oceny i eliminowania ryzyka?
Robimy to po to, aby nasi pracownicy potrafili oceniać ryzyko i byli szczęśliwi. A jednym z głównych aspektów szczęścia jest poczucie ochrony przed zagrożeniami, jednym słowem – BEZPIECZEŃSTWO.
Komentarze 1
Dziękuję, Roman. Proste przykłady na złożone tematy. Zgadzam się, że umiejętność bezpieczeństwa musi być rozwijana u każdego.